26.06.2015

5; Krasnale, kolizje i chusty

Zayn
- Więc to jest kuchnia - wskazuje Niall, gdy idziemy w głąb korytarza, do naszego pokoju. - Każde piętro ma jedną. Jest zaopatrzona w każdy rodzaj żywności, jaką możesz sobie wymarzyć i masz prawo tu być. - Świecą jego oczy.
- Naprawdę? - Pytam, gdy całość jest dość niewiarygodna. 
- Naprawdę - Niall kiwa głową. - Wiem, że zapiera dech w piersiach.
Idąc, prowadzi. Jest 8 rano, a zajęcia zaczynają się za godzinę, więc Niall pokazuje mi trochę to miejsce i nie wyglądam całkiem żałośnie, jak wtedy, gdy jestem sam. Ale blondyn nadal myśli, że jest przewodnikiem wycieczki, a ja jestem turystą, dlatego wciąż idę przed nim, aby przypomnieć mu, że mnie nie kontroluje. 
- To jest akademik Harry'ego - mówi. Kim do cholery jest Harry? -  To jest łazienka.
- Czekaj, łazienka jest w każdym pokoju i na każdym piętrze? - Sprawdzam.
- Nie na każdym piętrze - poprawia Niall. - Co w trzecim pokoju. Jest ich mnóstwo w głównym budynku szkoły. Mówiąc o tym, chodźmy.
Porusza się przede mną i biegnie w dół po schodach, a krawat trzepocze za nim. Nawet nie zawiązałem swojego. Przechodzi przez drzwi i nagle jesteśmy na zewnątrz. Jest jeszcze ciemno i zdecydowanie zimno. Jestem wdzięczny, że mam na sobie moją skórzaną kurtkę. Tym razem nie idę przed Niallem, bo tak naprawdę nie wiem, gdzie się wybieramy. 
Prowadzi mnie obok kilku kortów sportowych i znowu jesteśmy w środku. Trzyma otwarte ramiona.
- W tym miejscu uczniowie przychodzą umierać.
Rozglądam się i  to wygląda jak normalna szkoła. Szafki przylegają do ścian i biegną w prawo w dół do sali, dopóki nie patrzę dalej, a tam jest mnóstwo schodów i sal lekcyjnych. To wygląda jak moja stara szkoła w Bradford, więc jak wszystkie trzy. Niall nie marnuje czasu i zaczyna znowu iść.
- To jest blok sztuki - mówi. - Czy podejmujesz jakiś rodzaj sztuki?
Parskam. Odpieprz się.
- Nie.
- Dobrze, to czego się podejmujesz?
Wyciągam zwinięte kawałki papieru, które są w kieszeni mojej skórzanej kurtki i rozprostowuje je wszystkie, jeden po drugim.
- Um, trzymaj. - Chłopak prostuje 'regulamin szkoły' i oddaje go mi, a następnie rozwija 'działalność w szkole' i również mi ją oddaje. Potem znajduje 'plan lekcji' i okazuje się, że mam same najgorsze przedmioty.
- Matematyka, Teatr, Chemia, Fizyka, Historia i Ekonomia.
- Żartujesz. - Jęczę. 
Niall zagląda mi przez ramię, a ja mam ochotę nazwać go krasnalem, aby wydostał się z mojej przestrzeni osobistej, ale mam wrażenie, że on po prostu żartuje.
- Teatr. Oh, bracie.
- To jest bzdura. Czy można to zmienić?
- Obawiam się, że nie. Ta szkoła jest surowa. Chociaż jest jeden plus. - Uśmiecha się. - Jestem w twojej klasie historycznej.
Nie sądzę, że to jest plus.
- Pokażę ci stołówkę - mówi, przesuwając się do przodu. Zabiera mnie do dużej sali z około setką stołów i krzesłami rozrzuconymi dookoła każdego. - Nie musisz tutaj jeść, ale większość ludzi tak robi. Wszyscy mamy obiad w tym samym czasie.
- Można też tutaj przyjść na obiad i śniadanie? - Zauważam, że ludzie już tu jedzą, bo widzę stosy gofrów i naleśników i sałatek owocowych. Sałatek owocowych.
- Jasne. Albo w kuchni - odwraca się do mnie. - Teraz musimy znaleźć twoją szafkę. - Bierze plan lekcji z moim rąk i ponownie zaczyna iść. Ledwo mogę nadążyć za tym facetem.
- Jesteśmy. Szafka 3022. Idź, otwórz ją.
Wpisuję mój kod i otwieram ją, uznając, że jest pusta, tak jak się spodziewałem. Zwracam się do Nialla, jakbym chciał powiedzieć "co teraz?"
- Możesz tam umieścić swoje książki, skarbie. - Uśmiecha się.
Wiedziałem to. Oczywiście, że wiedziałem. Nie potrzebuje tego kolesia, który mówi mi rzeczy o których wiem.
- Wiem to.
- Uh- huh.
- Wiedziałem, dobrze? - Jestem zdeterminowany, żeby zdał sobie sprawę, że stoję z nim. On nie ma nade mną kontroli, albo robi ze mnie głupka.
- Dobra, w porządku. - Uśmiecha się teraz. Wpycham małą ilość książek, które mam - dwa zeszyty i szkolny pamiętnik - i zatrzaskuję za sobą drzwiczki.
- Resztę mogę znaleźć sam. - Urywam się. Dobrze, więc czuję się trochę upokorzony. Ledwo skorzystałem z mojej szafki, a już chcę do domu.
Niall śmieje się.
- Jest jeszcze więcej rzeczy, które muszę ci pokazać.
- Powiedziałem, że znajdę je sam, prawda?
- Dobrze, dobrze. Więc, lekcja zaczyna się za dziesięć minut. Do zobaczenia. - Śmieje się przed pójściem w dół korytarza.
Patrzę na mój plan lekcji. Pierwsza jest chemia i nie mam pojęcia, gdzie to do cholery jest. Może jednak potrzebuję Nialla, ale on tego nie musi wiedzieć. Zaczynam iść korytarzem, aby znaleźć pierwszą klasę.
- Hej, chłopcze, nie możesz tutaj nosić kurtki. - Nauczyciel krzyczy na mnie, gdy idę korytarzem.
Ignoruję go i idę dalej. Do kurwy, gdzie jest sala chemiczna? Teraz jest więcej uczniów w budynku i mogę zapytać jednego z nich, ale nie zamierzam.
Nagle jestem zły. Jestem zły, ponieważ Niall myśli, że nie wiem jak o siebie zadbać i jestem zły, ponieważ nie mogę znaleźć mojej klasy. Przysięgam, że to nie powinno być trudne. Każdą klasę, którą mijam to chemiczna, ale nie moja. Jestem głównie w sztormie na korytarzu, moja głowa leci w dół, kiedy czuję, że zdarza się z czymś twardym. Wtedy słyszę hałas, jak coś uderza w podłogę.
- Ouch!
Patrzę w dół, aby zobaczyć małą dziewczynę siedzącą na podłodze z morzem książek porozrzucanych wokół niej. Jest z dużą grupą ludzi, a oni wydają się być tak rozdrażnieni przez nią, jakby była Królową Anglii. Pociera ręce, jakbym ją dźgnął.
Och, proszę. Ledwo ją dotknąłem. Odsuwam się i idę dalej. Słysze jak krzyczy na mnie, ale ignoruję ją i skręcam na rogu. Dzwonek dzwoni i przeklinam pod nosem. Nigdy nie znajdę tej klasy.
Dziesięć minut po dzwonku, w końcu znajduje klasę, a na drzwiach czytam Chem S2. Wypuszczam ogromne westchnienie i pukam do drzwi zanim je otwieram i opieram się ich framugę, rozglądając się po klasie. Zauważam siedzącą Avery w pierwszym rzędzie, a ona uśmiecha się do mnie i macha. Patrzę dalej.
- Tak?
Moja głowa odwraca się do starego faceta z brzuchem wielkości kotła, spoglądającego na mnie przez okulary. Nie ma włosów na głowie i ma na sobie straszny sweter z rodzaju kamizelek.
- Jestem Zayn - mówię od niechcenia, jakby dziesięć minut spóźnienia, nie było wielkim problemem. Bo naprawdę dla mnie nie jest. Cieszę się, że znalazłem tą cholerną klasę.
- Zayn. Ty jesteś tym nowym uczniem, Zayn? - Stary facet pyta się strasznym, powolnym i monotonnym głosem. - Pokaż mi swój plan lekcji, Zayn.
Kroczę do przodu i przekazuje mu swój plan lekcji. Mogę poczuć na sobie każde oko w klasie i czuję, odwracając się i dając im cały palec. Stary facet ostrożnie i uważnie czyta mój plan lekcji, przed podaniem mi go. - Dobrze, Zayn. Zajmij miejsce, Zayn. I zdejmuj swoją kurtkę, proszę. To nie jest mundurek, Zayn.
Jeśli ten facet powie moje imię jeszcze raz, przysięgam, że nie będzie miał więcej chęci do tego. Zdjąć kurtkę? Marzenia.
- Jest zimno. - Kłamię.
- Wtedy noś chustę.
Chustę? Co do cholery zrobić? Parskam i rozglądam się po klasie, aby znaleźć miejsce do siedzenia w tyle klasy. Jest tylko przy stole z Avery i inną dziewczyną, która w ogóle na mnie nie patrzy. Wzdycham, bo to jest z przodu. Nienawidzę siedzieć z przodu. Ale wydaje się, że jest to tylko miejsce do siedzenia, dodatkowo, czuję się trochę lepiej, bo już znam Avery, więc mogę pominąć niewygodne wstępy. Dowiaduję się, że nauczyciel nazywa się pan O'Neil.
- Hej, Zayn - woła Avery, dmuchając bańki z gumy z jej ust, strzeliła nim i żuła ponownie. - Nie wiedziałem, że wziąłeś chemię.
- Nie wiedziałem, że to zrobiłem - bełkoczę.
Avery odwraca się i zaczyna mówić do innej dziewczyny przy stoliku obok niej.
Dziewczyna najbliżej mnie, nadal ma głowę w dole i nawet nie przyjmuje do wiadomości, ze tu jestem. Przynajmniej mogłaby na mnie spojrzeć. Nieobecnie, patrzy na mnie. Wiem, że zwykle dziewczyny nie mogą oderwać ode mnie oczu.
- Hej. - Szturcham ją. - Hej, ty. Dziewczyna.
Jej głowa wystrzela do góry i zajmuje mi trochę czasu, że ona jest dziewczyną spotkaną wcześniej na korytarzu. I ona nie wygląda na szczęśliwą, widząc mnie.
- Czego chcesz? - Zaskakuje.
- Whoa, kochanie. Uspokój się. To w taki sposób traktujesz nowych uczniów?
- Tak traktuje tych, którzy mnie popychają.
Cholera, ta dziewczyna pyskuje. Ma gniew w oczach i jestem w małym szoku widząc to. Głównie dlatego, że dziewczyny nigdy tak na mnie nie patrzą.
- Jesteś taką królową dramatu - mówię. - Ledwo cię dotknąłem.
Rozszerza oczy, jakby nie mogła uwierzyć w to co powiedziałem.
- Popchnąłeś mnie na ziemię!
Z powrotem w domu. Małe uderzenie w ziemię oznacza takie gówno.
- Cóż, powinnaś patrzeć gdzie idziesz, księżniczko.
Jej zęby zgryzają się, ale jest to tak subtelne, że niemal to przegapiłem.
- Jak ty mnie nazywałeś?
- Głupi i ślepi teraz jesteśmy? - Drażnię.
- Nie jestem księżniczką, a na pewno nie twoją. - Zaskakuje.
- Violet, macie jakiś problem? - Woła pan O'Neil.
- Nie, proszę pana - odpowiada niewinnym głosem, który sprawia, że chce mi się wymiotować.
- Powinnaś działać jak jedynka. - Mówię jej.
Patrzy na mnie i otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale potem zamyka je i potrząsa głową - nie jestem godzien jej słów. Wraca do swojej pracy.
Nie wiem czemu, ale jestem wściekły przez nastawienie tej dziewczyny i jak gra w stosunku do mnie, nie jestem gotowy, aby nasza rozmowa się skończyła. Jeśli myśli, że może przerywać przy mnie i potem ignorować, jakbym nie zamierzał walczyć, jest w błędzie.
- Kim myślisz, że jesteś? Królową Pszczół, czy co? - Mówię do niej, na co spogląda znad książki.
Wygląda na zaskoczoną.
- Co w tym jest dla ciebie w każdym razie?
- Nie lubię fałszu.
- Nazwałeś mnie fałszywą? - Drwi.
- Nazywam tak jak widzę. - Patrzy na mnie przymrużonymi oczami, przeszywając mnie na wylot. Niestety dla niej, dorastanie z czwórką sióstr oznacza, że nie wycofam tylko przez jej wściekły język ciała.  Do diabła, za nic nie będę z powrotem na samym dole.
- Nie lubię cię - szepnęła surowo. Zaśmiałem się głośno. Jakby to miało sprawić, że wybuchnę płaczem. Myślałem, że wzajemne uczucie było załatwione w chwili, kiedy (prawie) pchnąłem ją.
- Zaufaj mi, księżniczko. Uczucia są wzajemne.
Dzwoni dzwonek i wszyscy wstają z bardzo gorącą Violet na czele. Pan O'Neil wzywa mnie i daje mi trzy podręczniki, które mam podobno wykorzystać w ciągu roku, racja.
Już miałem wychodzić przez drzwi, kiedy Violet, która szła przede mną, zatrzymuje się i celowo zrzuca książki z moich rąk, przez co upadły na podłogę. Patrzę na nią w szoku.
- Co do cholery? Zobacz, co zrobiłaś!
Patrzy przez ramię.
- Jesteś taką królową dramatu - mówi szyderczo. - Ledwo cię dotknęłam.
Jeśli przeczytałaś - skomentuj